Nareszcie, wczoraj wieczorem ukończyłam swój szal. Miał mieć jeszcze kwiatuszki ale jak narazie bardzo podoba mi sie taki prosty. Może zmienie zdanie i dorobię kwiatuszki ale póki co jestem zadowolona z efektu.
Szal ma około 170 cm długości (około bo różnie się naciąga, więc można założyć że ma długość ok. 165-170 cm). Zużyłam 2 motki Sonaty, starczyło mi idealnie! Zostało mi ok 10 cm włóczki. Użyłam szydełka 3,5, na włóczce była sugestia żeby używać druty 3-3,5. Jestem z siebie dumna, choć mogłam go zrobić szybciej.
Niestety nie zawsze wieczorem po pracy były chęci czy też siły ale wczoraj wieczorem przy oglądaniu meczu naszej reprezentacji wziełam szydełko to ręki i kibicując kończyłam szal. Wzór był na tyle prosty że spokojnie mogłam oglądać mecz ;-) [choć przyznam szczerze - nigdy nie kibicuje naszej reprezentacji, od lat na każdych mistrzostwach kibicuje reprezentacji Hiszpanii!! Wczorajszy mecz oglądałam z ciekawości ;-) ale ciiii!! ;-) ]
U Was też takie upały od wczoraj? Ja zdążyłam w czwartek złapać przeziębienie i tak męczę się z nim nadal, w piątek wieczorem i wczorajszy cał dzień było koszmarnie, kompletnie nie kojarzyłam co się wokół mnie dzieje ale dziś już jest lepiej. Męczy mnie straszny katar no i głos zanika, ale to raczej od tego że oglądając mecze bardzo żywiołowo wyrażam swoje zdanie w kierunku odbiornika telewizyjnego ;-)
Idealnie do mnie pasuje poniższe stwierdzenie:
Co do dalszej zabawy szydełkiem, chce koleżance zrobić serwetkę na stolik, ale póki co trwają oczekiwania/poszukiwania wzoru. A tak to narazie brak mi weny, tak przeglądam Wasze blogi i jej poszukuje ale narazie nic z tego. Jak ją znajdę to dam znać ;-)
Póki co życzę miłej niedzieli jeszcze!
Pozdrawiam
Mam dziś dzień wolny i korzystam z okazji, że skrobnąć jakąś notkę :)
Ciesze się, że przypadł Wam do gustu mój przepis w poprzednim poście! Ostatnio u mnie króluje ciasto z truskawkami! :) Ale o tym może innym razem.
Chciałam się pochwalić moim ogródkiem balkonowym :)
Niestety zioła mi strasznie zastrajkowały :( na całe opakowanie czerwonej bazylii wyszła mi jedna sadzonka (przesadziłam ją do reszty zielonej bazyli, która też wyszła w opłakanej ilości), za to cząber szaleje a rozmaryn (który nie załapał się na zdjecie) też powoli wychodzi, niestety lawenda wogóle nie zaszczyciła mnie swoim pojawieniem się :( Mam nadzieję, że za to moje pomidory w tym roku zawstydzą zioła i obrodzą pożądnie! Mam 4 duże donice ( dolny rząd, środkowe zdjęcie w poniższym kolażu) i są w nich teoretycznie pomidory krakowskie ale jeden krzaczek wygląda mi bardziej na malinówkę (jeśli wyjdą malinówki wcale sie nie obrażę ;-) ), poza tym mam jeden krzaczek z koktajlowymi oraz 3 małe sadzonki (górny rząd,środkowe zdjęcie) które dostałam od sąsiada w prezencie, ale nie wiem co to za odmiany. Kilka sadzonek, które dostałam od sąsiada są w zbiorowej doniczce bo są jeszcze zbyt malutkie żeby je rozsadzić.
Poza pomidorami i ziołami mam jescze kilka kwiatów, fioletową surfinię, którą musiałam wręcz kupić gdy byłam u ogrodnika po pomidory, jakąś śmieszną odmianę niezapominajek (dolny rząd, pierwsze zdjęcie od lewej), którą kupiłam spontanicznie wracając z zakupów oraz moją różę. Różę dostałam w październiku na urodziny od mamy, taka róża z marketu i szybko przekwitła, zżółkła i myślałam że uschła. Ale poobcinałam ją całkowicie, zostały tylko takie małe odstające łodygi z 2 cm nad ziemią, postawiłam na parapecie i zagroziłam jej, że jeśli się nie opamięta na wiosnę ją wyrzucę, podlewałam ją jak mi się przypomniało ;-) przyszła wiosna a ona zaczeła puszczać liście! Dwa dni temu mi zakwitła :) Przesadziłam ją do większej doniczki, bo zimowała w takiej małe doniczce marketowej. Mam nadzieje, że będę ja jeszcze długo miała :)
A teraz kilka wieści z frontu szydełkowania:
We wcześniejszym poście pisałam że wziełam się za szal do sukienki, mam już ponad 70 cm! Oto obecny etap:
Szal będzie w konkretnych miejscach przyozdobiony takimi kwiatkami:
To narazie próbny kwiatek :)
Używam Sonaty ( 70% bawełny, 30% wiskozy) kremowej z takim połyskiem. Mam nadzieje że w przyszłym tygodniu ją skończę. Ostatnio ciężko mi znaleść czas na szydełkowanie ale staram sie jak mogę.
Chciałam się jeszcze pochwalić jakie cudo upolowałam na odpuście ;-) Wiszący, ozdobny zegarek.
Zawsze taki chciałam ale szkoda mi było 50 zł, bo za tyle widziałam podobne w sklepie. Ten kupiłam za 25 zł! Śliczny jest!
Aha i jeszcze bym zapomniała o dwóch kolejnych broszkach! Ta pierwsza zawędrowała do mojej kierowniczki a druga (marynarska) to mój prezent dla mamy z okazji Dnia Matki (mama sama wybrała sobie kolory i guziczek)
To by było chyba na tyle! Aha jeszcze dwie rzeczy!
1. PRZEDŁUŻYLI MI STAŻ! Tylko o 2 miesiące ale to zawsze coś! Nie będę musiała przez wakacje szukać pracy!
2. Elżbieta nie wiedziała co to Zumba - to takie połaczenie aerobicu z tańcem, tu taki przykład:
No nic uciekam, życzę miłego weekendu Wam wszystkim!
Witam i przepraszam zadługie milczenie, ale z robótkami stoje poniekąd, zaczełam robić szal ale narazie nie nadaje się do pokazania. Teoretycznie powinien wyglądać tak:
Ale co z tego mi wyjdzie przekonamy się pewnie w najbliższych tygodniach ;-)
Zmieniając temat z szydełkowego, nastała pora na rabarbar :D a ja zdążyłam już 2 razy upiec kruche ciasto z rabarbarem :D Tu taka mała prezentacja :)
Przepis jest banalny:
3 szklanki mąki
kostka margaryny
około szklanki cukru (plus odrobina cukru do bezy)
łyżeczka proszku do pieczenia
cukier wanilinowy(albo jak kto woli waniliowy :P )
3 jajka
no i oczywiście rabarbar wg własnego uznania
Suche składniki mieszamy razem, następnie wbijamy same żółtka (białka odkładamy na później, powstanie z nich beza), no i margaryna. I najgorsze ;-) czyli wyrabiamy ręcznie. Potem ciasto na ok pół godziny do lodówki, w między czasie włączyc piekarnik na około 150-180 stopni. Rabarbar obieramy i kroimy w kawałki i odstawiamy żeby odrobine wysechł. Z białek ubijamy sztywną pianę, następnie dodajemy odrobine cukru (może być cukier puder) i ubijamy jeszcze chwile żeby cukier wymieszał się z białkiem. Wyciagamy ciasto z lodówki, wylepiamy blaszke połową ciasta (nie zapomnieć pokłóć ciasto widelcem!) Na ciasto dajemy beze, następnie w beze wciskamy rabarbar, na górę kruszymy reszte ciasta i do piekarnika :D na ok 40-50 minut (w piekarniku elektrycznym, niestety jak ktos ma gazowy to musi sobie ciasta pilnować, ale pewnie również około 60 minut w piecu musi posiedzieć).
Numer z bezą jest świetny bo nie trzeba słodzić ciasta po wyjęciu, bo jak wiemy rabarbar nie należy do najsłodszych i często ciasta z nim trzeba sypać dodatkowo cukrem. A ja juz dwa razy robiłam numer z bezą i nie musiałam dosładzać ciasta :)
Mam nadzieje że przepis sie spodoba! Sprawdziły go już moje koleżanki i również były zadowolone!
A teraz może krótko o Zumbie z tematu. Dziś byłam pierwszy raz i jestem zachwycona! Daje kopa pozytywnej energii! I to nic że miejscami nie nadążałam albo myliło mi się, nie czułam wstydu wręcz śmiałam się sama z siebie! Czuję że to nie będzie mój pierwszy i ostatni raz! Kolejne zajęcia są w czwartek ale teoretycznie mam już coś zaplanowane ale może uda mi się dzień ułożyć tak żeby pójść na zajecia!
Czy któraś z Was chodzi na Zumbe? Jakie wy macie wrażenia?